Wędrówki Duszy

Wędrówki Duszy

 

Pomoc duchowa, uzdrawianie duchowe… myślę, że w dalszym ciągu dla zdecydowanej większości ludzi są to działania absolutnie nieznane. Mało tego: mają opinię dziwnych, wątpliwych, podejrzanych. Wszechobecna moda na bycie „cool” ledwie toleruje jesienną grypę (w końcu są szczepionki, można to przewidzieć i zapobiegać), a co dopiero grzebanie w duszy…

Tylko skąd takie tłumy na wykładach popularnych psychoanalityków, terapeutów? Sama byłam ostatnio na wykładzie dla mężczyzn, gdzie panów w przedziale wiekowym 30-40 było przynajmniej 30 procent, czyli jak na nasze, polskie warunki całkiem sporo. Wszyscy wpatrzeni w prowadzącego z niemym pytaniem: jak żyć? Jak żyć, Mistrzu?

A mistrz sam nie wiedział…. skupił się jedynie na stawianiu tez, odpowiedzi na pytania nie podał… „jak przestać cierpieć”? „kim jestem”? „dlaczego nie potrafię zrozumieć sam/a siebie, o innych i przez innych nie wspominając”? dlaczego tkwię w schematach, które są samonapędzającą maszyną do zadawania bólu i cierpienia?

 

Nic nie działa.

 

Klasyka
Klasyka

 

Można czytać poradniki albo pójść (w tajemnicy) do psychologa/psychoterapeuty. Ostatecznie można łyknąć kilka opakowań dużych, czerwonych lub zielonych pigułek, które obiecują miękkie lądowanie całej elektryce, jaka przebiega po zwojach mózgowych.

 

Ale to też w ogóle nie działa.

 

 

Można poszukać alternatywnych metod leczenia i pracy z problemami emocjonalnymi i psychicznymi, choć grozi to uzależnieniem od wróżb, kart, systemów.. i rezygnacją z samodzielnego podejmowania decyzji oraz przekazania de facto swojego życie w cudze ręce.

 

To czasem działa. Przez jakiś czas.

 

 

Ja weszłam w przestrzeń pozazmysłową i zostałam odkrywcą swojej własnej duszy i ta wyprawa trwa nadal…

 

Zaczęło się od tego, że potrzebowałam przewodnika.

 

Ponieważ jestem nieufna, szukałam ostrożnie. Tu i tam. Dostałam „po łapach” najpierw tu, a potem tam. Ezoteryczne fajerwerki za spore pieniądze działały krótko i pozostawiły mnie bardziej skołowaną na wyjściu, niż na wejściu. Wielki Mistrz Reiki nie zarobił na mnie tyle ile zamierzał, ale faktycznie poprawił moje samopoczucie na jakiś czas. Po każdej sesji słyszałam, że jest świetnie i faktycznie czułam się świetnie ale nie znałam siebie ani odrobinę lepiej. Spotkałam też kobietę, która skorzystała już ze wszystkich (drogich!) usług Mistrza. Była sfrustrowana i zmęczona. Nie rozwiązała żadnych swoich problemów.

 

Skuteczność jest miarą prawdy. Zgadzam się całkowicie.

 

 

Drugi adres byłby zapewne moim portem na dłużej, gdyby przez przypadek nie okazało się, że właściciel strony prowadzi podwójne życie. Jedno na użytek czytelników i klientów oraz drugie na swój własny „pozasłużbowy”. Pomogły mi strony youtube i google maps. Naprawdę, kocham Internet <3

 

 

Na trzeci adres nie było mnie zwyczajnie stać i być może tak miało po prostu być.

 

 

I wtedy trafiłam na scalenieduszy.pl . Ponieważ jestem nieufna, poszukałam najpierw kogoś, kto mógł mi tę stronę zarekomendować na podstawie własnych doświadczeń. A potem jeszcze przez kilka tygodni czekałam, wsłuchując się w siebie i czekając na jakikolwiek sygnał od intuicji, żeby nie podejmować współpracy z Bartkiem.

 

Ale nie doczekałam się takiego sygnału….

 

 

Pierwsza sesja była dla mnie szokiem, bo…. wcale nie poczułam się świetnie, ani nawet dobrze. Wręcz przeciwnie, ruszyły się jakieś blokady, skostniałe od lat przekonania i uwarunkowania, nawyki, odczucia. Podświadomość zaczęła w snach „wywalać” wszystko co jej leżało na wątrobie. No, może nie wszystko, bo tego bym pewnie nie zniosła ale sporo… Zaczęły się sny, nagłe wspomnienia, skojarzenia jakichś faktów i łzy, dużo łez. Łzy w momentach puszczania blokad, zrozumienia własnych lub narzuconych uwarunkowań, jakie rządziły moim życiem przez kilkadziesiąt lat… Ale też ulga, że nareszcie mogę coś ze sobą zrobić, coś zmienić…

 

Pytanie „kim jestem” na razie zastąpiłam innym „dlaczego dopiero teraz dowiaduję się kim jestem…?”

 

Wyszłam ze strefy komfortu.

 

 

Miały to być sesje na przyciągnięcie pieniędzy, tymczasem miałam wrażenie, że burzę mur i że zostanę już na tych gruzach na zawsze. Bo trzeba wiedzieć, że Bartek nie obiecuje, iż zrobi za mnie robotę zdalnie, ja tylko zapłacę, a resztę zapewni Mistrz. Sesje z Bartkiem to nie jest duchowe spa, a raczej duchowy kamieniołom 🙂  Żadna tam strefa komfortu…. Żeby stworzyć fundamenty pod nową drogę, najpierw trzeba przeprowadzić sporo prac ziemnych i instalacyjnych i ja tak się właśnie czułam…

Otrzymałam całkiem zwyczajne ale cenne wskazówki o potrzebie panowania nad gniewem, o utrzymywaniu cierpliwości i wzbudzaniu w sobie intencji zachowania spokoju… Dowiedziałam się, że nie należy przyspieszać procesu duchowego zdrowienia, bo fundamenty stawia się solidnie, cierpliwie, bez „szybko, szybko”….Dostałam konkretne instrukcje jak pracować z narzędziami, które tak naprawdę cały czas miałam przy sobie, a których zwyczajnie nie wykorzystywałam bo nie wiedziałam jak. Proste, zwyczajne ale jednak niezwykłe rzeczy….

 

 

Aby energia mogła płynąć, potrzeba posprzątać przestrzeń w sobie i wokół siebie. Realnie – uporządkować papiery i formalności, posprzątać pokoje i piwnice, rozprawić się z kurzem tym prawdziwym i tym w głowie, przekopać ogródek, umyć toaletę, zajrzeć w ciemne kąty, których unika się najbardziej… Uziemić się i to dosłownie ale robić to całkowicie świadomie i z intencją… obserwować myśli, czuć swoje ciało, oddychać głęboko, przyglądać się stopom gdy stąpają po ziemi, czuć kontakt z przyrodą. Po prostu BYĆ, ale być świadomie…

 

Ziemia jest Dobra
Ziemia jest Dobra

 

Po co to wszystko? No cóż, po tych trzech miesiącach mogę powiedzieć, że zaczynam obserwować pierwsze efekty – jestem bardziej wyciszona, spokojna, nie walczę, nie reaguję gniewem i dostrzegam te momenty, w których zaczynają mną targać silne emocje. Moje sny są jaśniejsze, ludzie z mojego codziennego życia – tak, tak, ci sami – reagują na mnie inaczej, spokojniej, są skłonni wspierać mnie częściej, niż jeszcze kilka tygodni temu. To jak oglądanie tego samego filmu z innymi zakończeniami znanych scen. Niezwykłe uczucie….

 

 

To dopiero kawałek drogi jaką mam do przejścia. Być może nigdy nie pozbędę się całkowicie swoich problemów… być może nigdy nie osiągnę takiego stopnia ciszy jaki chciałabym ale… być może wcale nie jest mi to potrzebne.

 

Skoro mam do przejścia w tym wcieleniu odcinek pomiędzy punktem A i punktem B, to moim zadaniem jest przejść go w zdrowiu, zadowoleniu, obfitości i przede wszystkim świadomie. W świetle, a nie w ciemności. W ciszy, a nie w hałasie. Pewnym krokiem, wiedząc czego chcę, szanując i nie oceniając ani siebie ani innych. Idąc, a nie będąc jedynie popychaną przez okoliczności. Kompletnie nie wiedząc, co spotkam za zakrętem ale za to obserwując swoje stopy i będąc pewną najbliższego kroku. Czując wdzięczność bez powodu, bez potrzeby tłumaczenia tego sobie i innym….

 

 

To żaden wstyd przyznać się, że dokonywało się kiepskich wyborów i że trwało to pół życia. Wola zmian to także wybór, może najważniejszy ze wszystkich dotychczasowych. Nikt nie jest w stanie dokonać w moim życiu zasadniczych i trwałych zmian jeśli ja sama tego nie zechcę. Korzystam z oferty strony scalenieduszy.pl, bo otrzymuję tutaj wsparcie, wiedzę i możliwość utrzymania swojego własnego tempa rozwoju. I choć wiem, że to ja ponoszę całkowitą odpowiedzialność za swoje życie, to… dobrze, że jest takie pogotowie duchowe, takie „plasterki”, „bandaże” i ktoś, kto wie jak tego wszystkiego użyć. Dzięki, Bartku

 

M.E.G.

 

Dodaj komentarz